wtorek, 13 maja 2014

Rozdział 2: "Your fingertips across my skin, the palmtrees swaying in the wind, images."

 Zbliżał się wieczór, a Rydel już czwarty raz gotowała Rocky'emu i Ellingtonowi Mac&Cheese, Vanessa z Rikerem gdzieś się zaszyli i nikt nie wie, co robią. Ja gadam sobie z Rossem i wszystko jest git.
A bo wcale nie. Po pierwsze: nie gadam z nim, bo ten zapatrzył się w ekran swojego telefonu i z kimś esemesuje. Ja siedzę i się nudzę. Nie obejrzę telewizji, bo reszta jest za głośno. Nie pogram na kompie, bo bez pozwolenia nie wolno. Nie popiszę z nikim, bo nie mam z kim. Nudy na pudy. Chyba że...
- Ja już się będę zbierać. - powiedziałam wstałam z kanapy.
- Co? Nie idź jeszcze! - protestowała Rydel.
- Nie no, lepiej będzie jak pójdę. - zaczęłam kierować się w stronę drzwi spoglądając na Rossa, któremu nawet tornado by nie przeszkodziło. Rydel wyłapała moje spojrzenie i wyrwała bratu telefon.
- EJ! - protestował.
- Idź odprowadzić koleżankę. - wskazała na mnie.
- Już idziesz? - spytał zdziwiony.
- Nom. - odpowiedziałam i zaczęłam zakładać buty. On zrobił to samo. Założyłam kurtkę i razem z blondynem opuściłam dom.
- Czemu już idziesz? - spytał.
- Nie miałam nic do roboty. Ness zniknęła, a nawet jakby była to zapatrzona w Rikera. Rydel w kuchni, brunetki się bili na łyżki, a ty pisałeś. - wzruszyłam ramionami.
- Było powiedzieć, że ci się nudzi! - zatrzymałam się, a on zrobił to samo. - Co się stało?
- Nic. Po prostu kiedy tak wtedy pisałeś nie wyglądałeś, jakbyś chciał, żebym ci przerwała, bo się nudzę. W dodatku nie chciałabym, żebyś zareagował jak na Rydel...
- Laura... Weź przestań.
- Okej. - powiedziałam i ruszyłam przed siebie.
- Ale nie musisz sobie iść. - dogonił mnie.
- Ale chcę. - dalej szłam, a blondyn za mną. - Długo będziesz za mną laził?
- Miałem cię odprowadzić, a to zazwyczaj polega na podążaniu za osobą aż do jej domu, więc... - zamyślił się, a ja to wykorzystałam i mu uciekłam. - Laura? Laura?! - zaczął panikować, a ja umierałam w krzakach. Ze śmiechu! On zaraz na wierze kościelną wejdzie i będzie się darł! Ahahahahahah!
- Lauraaaaaaaaaaa?! Gdzie jesteś?! Nie no, Rydel mnie zabije...
- Rydel bym się nie martwiła. Gorzej z Vanessą... Uuu... Ona to masakra na dwóch nogach... - postanowiłam się odezwać.
- Laura? Gdzież żech je? - spytał, a ja nie mogłam się już powstrzymać. Wybuchnęłam mega głośnym śmiechem słyszalnym na drugim końcu miasta. - Jezu, ale mnie nastraszyłaś! - kucnął by mi się lepiej przyjrzeć. Szczerze? Na co patrzeć? A no tak, przecież to normalne, że 18 latka śmieje się jak nienormalna w krzakach, a jej kolega drze się jak opętany na całe miasto! To takie zwyczajne... Zieeew. Już dawno wyszło z mody [Sama nie wiem, czemu to piszę... ~Natalcza]...
- Ross?
- Tak?
- Pomożesz mi? - spytałam.
- W czym niby?
- Podniesiesz mnie? - spytałam słodkim głosem jednocześnie robiąc maślane oczy. Uśmiechnął się, złapał mnie za rękę i podniósł. - Dzięki. - uśmiechnęłam się.
- Ej, a może jakaś nagroda? - spytał, a mnie zamurowało.
- C..C..Coo?
- Nie wiem, może mnie przenocujesz, albo przynajmniej przytulisz? - spytał, a ja (sama nie wiem, czemu to zrobiłam!) podeszłam do niego i przytuliłam. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, co właśnie robię! Oderwałam się od niego i zwiałam, zostawiając zdezorientowanego blondyna na ulicy...
***
Leżałam na kanapie w salonie pod mięciutkim, cieplutkim kocykiem, pijąc ciepłą herbatę. Coś jest ze mną nie tak. Po prostu się przytuliliśmy, a ja? Uciekłam. Jestem głupia. Pewnie teraz będzie miał mnie gdzieś! Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Pewnie Vanessie nie chce się szukać kluczy w torebce... Ale serio, ona ma tam wszystko! Podeszłam więc do drzwi i otworzyłam. Za nimi stał pewien blondyn...
- Co tu robisz? - spytałam.
- Wiesz, najpierw musiałem wrócić do domu i spytać się Vanessy gdzie mieszkacie, oraz dostać od Delly w łeb, bo cię nie upilnowałem... Ale w końcu przyszedłem, bo mam zamiar się spytać, czemu uciekłaś.
- Emm... A może wejdziesz? - spytałam, a on wszedł do domu. Zdjął kurtkę i powiesił na wieszaku. Wszedł dalej i zaczął się rozglądać.
- Ładnie tu macie... - zauważył.
- Dzięki. Chcesz coś to picia? - spytałam tylko po to, by odłożyć rozmowę na później.
- Nie, dziękuję. - odpowiedział i wrócił do oglądania domu. Ja poszłam i zrobiłam mu herbatę. Niech wie, jak to jest. Z kubkiem parującego napoju weszłam do salonu, a on siedział i robił coś na telefonie. Usiadłam i podałam mu kubek.
- Pozwól, że cię zacytuję: "Dzięki, ale przecież mówiłem, że nic nie chcę". - powiedział, a ja się uśmiechnęłam.
- Zemsta. - zaśmiałam się, a on upił łyk. - Dobre?
- A no. - upił jeszcze jeden. - A powiesz mi w końcu dlaczego uciekłaś? - wiedziałam, że w końcu do tego dojdziemy.
- Chcesz może ciasto? Przyniosę, poczekaj. - wstałam, ale blondyn złapał mnie za rękę.
- Poczekaj. - ścisnął mocniej. - Dlaczego uciekasz? Przecież nie chcę cię zjeść, czy coś. Ja po prostu chcę wiedzieć, dlaczego uciekłaś... - usiadłam z powrotem.
- Nie chciałam, żeby twoja dziewczyna była zła... - szepnęłam, a on się zamyślił. Wyglądał, jakby coś wymyślał. 
- Ja nie mam dziewczyny. - powiedział.
- Nie kłam.
- Nie kłamię! - krzyknął i zerwał się z kanapy.
- Dobra, nie denerwuj się. - próbowałam go uspokoić. Ale to nie możliwe! A może... Czyżby szczęście się do mnie uśmiechnęło? Możliwe, ale wolę nie cieszyć się na zapas...
- Dobra, ja ci wszystko wyjaśniłam. Teraz możesz wyjść z mojego domu...
- A wcale że nie. - powiedział. - Czemu myślałaś, że mam dziewczynę? - spytał.
- No bo...
- Cześć wam! - krzyknęła Vanessa.
- No hej. - powiedział lekko wkurzony Ross.
- Dzięki siostra! A teraz dobranoc, idę sobie, pa. - pisnęłam i pobiegłam na górę. Blondyn za mną, jednak ja szybciej dobiegłam i zamknęłam się w pokoju. Zasunęłam rolety i zamknęłam balkon. Przebrałam się w piżamę i w miarę ignorując walenie w drzwi i krzyki Rossa starałam się zasnąć. Niestety, gu*nianie mi szło. 
W końcu zamilkł. Nowość. Udało mi się zasnąć.
*RANO*
Obudziłam się i zdziwiona stwierdziłam, że jest 11:25. Dość długo spałam... Dobra, nie ważne. Ubrałam jakieś tam ciuchy i wyszłam z pokoju, prawie zabijając się o śpiącego Rossa. Ten tylko obrócił się na drugi bok i dalej spał. Prychnęłam i zeszłam na dół, gdzie Vanessa oglądała Eurowizję. Pytanie, skąd ją wzięła?
- Jezu Chryste, co to jest? - spytałam, gdy na ekranie pojawiło się TO.
- Babochłop z Eurowizji. - powiedziała jakby to było całkiem normalne. Po moim ciele przeszedł dreszcz, ale jeszcze gorzej było kiedy poczułam oddech na mojej szyi. Moje serce na moment stanęło, a ja znieruchomiałam. Nagle ten ktoś kto za mną stał odgarnął mi włosy do tyłu i odszedł. Rozluźniłam się. Odwróciłam, a tam Ross w kuchni. Opierał się o blat i szeroko uśmiechał.
- Wiesz, nie ładnie tak na kogoś wpadać... - stwierdził.
- Ej! To ty zasnąłeś pod moimi drzwiami! - protestowałam.
- Ludzie, uspokójcie się... - próbowała Vanessa.
- NIE! - ryknęliśmy jednocześnie. To nie prawdopodobne, że tyle wyrazów potrafimy wypowiedzieć w tym samym czasie! A jednak...
- Dobra, mam dość. - szepnęłam i podeszłam do lodówki. Otworzyłam ją i wyjęłam karton mleka. Wyduldałam co najmniej pół, a blondyn zaczął się trząść. - No co?
- Nienawidzę mleka... - szepnął, a ja wybuchnęłam śmiechem.

sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 1: "But you still have all of me."


- Laura... Muszę cię z kimś zapoznać.
Vanessa wyglądała na bardzo podekscytowaną. Spojrzałam na nią lekko zdziwiona i spytałam:
- Z kim?
- Chciałabym, żeby wszyscy dowiedzieli się w tym samym momencie.
- Wszyscy? - Spojrzałam na nią unosząc brwi. - Przecież jestem tylko ja.
- Ech... Potem zrozumiesz - mrugnęła do mnie okiem i uśmiechnęła się. - Dzisiaj wieczorem się tam wybierzemy.
- No ale gdzie?
- Niespodzianka.
***
Stoimy pod domem... Vankowej niespodzianki. Zapowiada się ciekawie...
Moja siostra załomotała w drzwi. Po chwili otworzył nam przystojny i wysoki blondyn o ciemnych, hipnotyzujących oczach. Chwilę się zapatrzyłam, ale w końcu wyrwałam z opętania i uśmiechnęłam lekko.
- W czym mogę pomóc? - spytał. O matko, ale ma głos...
- Przyszłam do Rikera - powiedziała Van. Kim jest Riker? Czemu nic o nim nie wiem?
- RIKEEEERRR! - zawołał chłopak i po chwili obok niego stał bardzo podobny do niego blondyn, najprawdopodobniej jego brat. Uśmiechnął się na widok Vanessy, która wskazała na mnie i powiedziała krótko:
- To moja siostra.
Wpuścili nas do środka. W salonie na kanapie siedziało trzech chłopaków grających na konsoli, a obok nich stały dwie dziewczyny prowadzące rozmowę.
- Słuchajcie, mamy ważne info! - krzyknął Riker i wszyscy obrócili się w jego stronę.
- Jeśli nie chcesz mi powiedzieć, że zrobiłeś dla mnie garnek Mac&Cheese, to mnie to nie obchodzi - powiedział jeden z brunetów grających w grę.
- Przykro mi, ale się zawiedziesz. - odpowiedział Riker. Dobra, znam jedno imię. Jeszcze tylko sześć!
- No dooooooobra, mów. - jęczał brunet od Mac&Cheese.
- Jesteśmy parą. Ja i Vanessa jesteśmy razem. - odpowiedział i chwycił dłoń Vanessy. Okej... O czym jeszcze nie wiem? Będę ciocią? Każą mi się tu wprowadzić? Będę mieć szwagra? Nie znoszę zgadywanek!
- CO?! - krzyknął brunet obok miłośnika sera, natomiast blondynka stojąca obok nich zaczęła piszczeć z radości.
- RIKER MA ŻONĘ! - krzyczała i skakała jednocześnie.
- VANESSA LYNCH!
- KIEDY ŚLUB?!
- Dajcie spokój, dopiero zaczęliśmy się spotykać - zaśmiał się, a Van mu zawtórowała. No fakt, razem wyglądali megasłodko...
A tymczasem Vanessa postanowiła zapoznać mnie z całą rodziną. Jak się okazało, nie wszyscy są rodziną. Ci trzej bruneci to Rocky i Ryland Lynch (bracia Rikera) oraz ich przyjaciel Ellington (nie Lynch, ale Ratliff), blondynka, Rydel, jest siostrą Rikera, druga dziewczyna (Piper) jest jej przyjaciółką [ ( ͡° ͜ʖ ͡°) -od Jagodczy]. Ten chłopak, który nam otworzył, miał na imię Ross. Ross, jakie ładne imię.
Spędziłam z nimi resztę wieczoru poznając wszystkich jeszcze bardziej. Piper i Rydel okazały się być naprawdę sympatyczne i od razu je polubiłam. Piper ma piękne rude włosy (choć twierdzi, że są kasztanowe).
Ellington i Rocky (którzy są najlepszymi przyjaciółmi i wszyscy nazywają ich "Rockliff") razem z Rylandem i Rikerem zrobili mi i Vanessie coś w stylu "obrzędów" z okazji "oficjalnego dołączenia do rodziny Lynch (i Ratliff)". Musiałyśmy zjeść miskę żelków (co nie było takie trudne, chociaż Ness jest na diecie), odbyć bitwę na patelnie (...okej...) i zatańczyć "Rockliff dance". Było przy tym dużo śmiechu i zabawy, choć ani Ellington, ani Rocky nie jest normalny. No, w tym domu chyba nikt nie jest normalny.
Z wyjątkiem Rossa, którego widziałam kilka razy tego dnia. Ciągle chodził do swojego pokoju i się zamykał. Piper parę razy do niego szła, bo się o niego martwiła, podczas gdy ja z Rydel siedziałyśmy w pokoju i rozmawiałyśmy o wszystkim. Piper wracała zazwyczaj po 5-10 minutach i mówiła, że "jest wszystko dobrze".
Kiedy zbliżała się noc, postanowiliśmy następnego dnia razem zjeść obiad u Lynchów, skoro najprawdopodobniej kiedyś będziemy rodziną. Vanessa zawsze brała swoje związki na poważnie, a z tego, co widzę, Riker też. (Chociaż zawsze coś może nie wypalić).
(Oczywiście nie życzę im tego).
Z rana Van wyszykowała się tak, jakby od tego, jak będzie wyglądać, miało zależeć jej życie. Co z tego, że była dopiero 9 rano, a obiad był zaplanowany na 15.
Ja natomiast oglądałam od rana "American Horror Story". [KOCHAM TEN SERIAL BARDZO ~Jagodcza] Obejrzałam wszystkie odcinki, ale dzisiaj postanowiłam wrócić do pierwszej serii - "The Murder House". Nessa za bardzo się bała [hehe ~Jagodcza], więc nawet nie wchodziła do pokoju. W łazience spędziła chyba ze dwie godziny, ale się opłacało. Wyglądała naprawdę świetnie - pewnie się Rikerowi spodoba.
Powoli dochodziła 14, więc zaczęłam się zbierać. Ubrałam się tak, jak zwykle, zajęło mi to może pół godziny. Uśmiechnęłam się lekko na myśl, że spotkam się dziś z Rossem.
W końcu zdecydowałyśmy się już tam jechać. Vanessa wsiadła do samochodu na siedzeniu kierowcy i ruszyła. Kiedy dojechaliśmy wyskoczyłam z auta i ruszyłam w stronę drzwi. Zapukałam, a po chwili w drzwiach ukazała się sylwetka pewnej blondynki.
- Cześć Ross. - powiedziałam.
- Cześć. Wejdziesz? - zaproponował.
- Gdzie Rikerrrrr?! - wrzeszczała moja siostra.
- W sklepie. Rydel wysłała go po sok. - odpowiedział obojętnym głosem.
- Grrr... - warknęła Van i skierowała się w stronę spożywczaka.
- Więc zostaliśmy sami... - zauważył.
- Tia... - mruknęłam.
- To wejdziesz, czy będziemy tak stać w progu? - zapytał, a ja pacnęłam się w czoło.
- Okej. - weszłam do środka i zdjęłam kurtkę, ale on ją przejął i powiesił na wieszaku. Jaki dżentelmen!
- Chcesz coś do picia? - spytał.
- Nie, dzięki. - odpowiedziałam. - Jest ktoś w domu?
- Tylko Rydel, ale ona buszuje w kuchni.Riker jest jak już wiesz w sklepie, a Rocky z Ellingtonem wybyli gdzieś rano. Powinni wrócić na obiad...
- A Piper? - spytałam, a on dziwnie na mnie spojrzał.
- Nie ma jej... A co? - zdziwił się.
- A nic. - usiadłam na kanapie i zaczęłam przeglądać ich kolekcję płyt DVD. Po chwili usiadł obok mnie i podał mi szklankę oranżady. - Dzięki, ale przecież mówiłam, że nic nie chcę.
- Niegrzecznie by było nic ci nie dać, nie uważasz? - uśmiechnął się, a ja zrobiłam to samo.
- Więc... Czym się interesujesz? - zaczął rozmowę.
- Gram na pianinie i trochę śpiewam. Nałogowo oglądam "American Horror Story" oraz jestem mistrzem świata we wkurzaniu Vanessy. - odparłam, a on zaczął się śmiać. - No co?
- Nic. Mamy podobne zainteresowania! Też gram, tylko że na gitarze, perkusji, pianinie i uczę się grać na skrzypcach. Też śpiewam, ale nie oglądam "AHS", bo nie za bardzo lubię horrory. W dodatku gram w hokeja. - skończył.
- Wow. Dużo tego... - stwierdziłam, a on zachichotał.
- No tak trochę... Ale dobra, nieważne. Jaki jest twój ulubiony kolor?
- Czerwony. A twój?
- Żółty. Jaki jest twój ulubiony zespół?
- Wiesz, pewnie nie znasz...
- To poznam.
- R5... - szepnęłam, a on zaczął się tarzać po kanapie ze śmiechu.
- No tak, faktycznie, nie znam kolesi - ciągle się śmiał.
- Tak myślałam... No cóż, a jaki jest twój ulubiony zespół? - Uśmiechnęłam się do niego.
- The Script i Paramore! - odpowiedział już uspokojony.
- A twój ulubiony film? - spytaliśmy siebie w tym samym momencie.
- Ty pierwszy!
- Nie, ty pierwsza!
- No dobra, to jednocześnie.
- Okej!
- "Niezgodna". - odpowiedzieliśmy jednocześnie. Jak się okazało, mamy ten sam ulubiony film. Ciekawe...
- Czytałaś trylogię? - spytał mnie Ross.
- No pewnie! - niemalże wykrzyczałam radośnie, a on przybił mi piątkę. AHGFHJSDFGSAHFGBLDSGHDIFHGDAIUYGVE PRZYBIŁ MI PIĄTKĘ AKJFHJKHSDFAFUVBHGDF!
- Czemu Tris umarła?! - spytał zdołowany.
- Nie mam pojęcia, miałam ochotę ukatrupić pannę Roth!
- No to witam w klubie... - mruknął, ale chwilę później znów się uśmiechał. Do mnie. Ross Lynch się uśmiechał DO MNIE. Ja pierniczę piernika... Nagle do domu wparował zdyszany Riker, a za nim Vanessa.
- Czy to normalne, że w sklepie do którego prawie nikt nie chodzi skończył się sok?! - darł się starszy blondyn.
- Ale masz go, prawda?! - wściekła Rydel wybiegła z kuchni. Ubrana była w różowy fartuch z "My Little Pony", a w ręce trzymała łyżkę. Uuu.. Groźna broń!
- Tak, mam. Musiałem przebiec pół miasta i trzy czwarte centrum handlowego, ale udało się! - wykrzyknął uradowany i podał siostrze sok.
- Jeden? Kupiłeś jeden sok, na siedem osób?! Czy ty masz chociaż jedną piątą mózgu?! - wrzeszczała blondynka.
- Dobra, zaraz wracam. Ness?
- Idę. - powiedziała moja siostra i wraz ze swoim chłopakiem ruszyła w dalszą drogę.
- Z kim ja mieszkam... - Ryd załamała ręce.
- Ze mną! - krzyknął Ross podnosząc rękę do góry.
- Nie rób z siebie idioty. Przynajmniej nie TY! - wrzasnęła i zniknęła w czeluściach kuchni. - A tak w ogóle to cześć Laura. - pomachała mi i odeszła.
- Nie lubię jak krzyczy. Zawsze mnie później uszy bolą... - chwycił się za głowę.
- Więc chyba nie słyszałeś Van... - zauważyłam i poklepałam go po ramieniu. Dotknęłam go. Z. Własnej. Woli. Go. Dotknęłam. Mój Boże...
***
Jeszcze przez dziesięć minut gadaliśmy. Całkiem spoko z niego gość. A jakie ciacho! Riker z Vanessą wrócili dwie minuty temu i przyprowadzili ze sobą Rockliffa. Ci dwaj trzymali w rękach pokaźne worki słodyczy.
- Ale nie okradliście cukierni, prawda? - spytała zaniepokojona Delly.
- Nie! Tylko trochę sobie kupiliśmy...
- Trochę? TROCHĘ?! To jest TROCHĘ?! Jeśli to jest trochę to mam na imię Bogdanka!
- Witaj Bo... - zaczął młodszy z nich.
- Zamknij się, albo głodujesz. - zagroziła.
- Ale przecież mam swoje słodycze! - Uniósł rękę, w której je trzymał. - Dam radę przeżyć te kilka dni, co nie?
Rydel zmierzyła go zabójczym wzrokiem, więc w końcu się zamknął.
- LUUUDZIEEE! OBIAAAAD! - krzyknęła Delly wchodząc do kuchni i ściągając fartuszek.
- A co zrobiłaś? - spytał Riker, a ona wskazała ręką na mnóstwo garnków i patelni.
- Pamiętasz, jak byliśmy w Polsce?
- Mhm, a co?
- Zrobiłam trochę bigosu z przepisu od fanek [TO JA DAŁAM IM PRZEPIS NA MEET&GREET WOOP WOOP ~Jagodcza]. No i jeszcze Mac&Cheese, flaki,... - nie zdążyła dokończyć, bo podbiegł do niej Ratliff i ją przytulił.
- BIGOS! MAC&CHEESE! FLAKI! BOŻE, RYDEL, KOCHAM CIĘ!
- Ermm... Oke...
- CZY JA USŁYSZAŁEM MAC&CHEESE?! - Nagle zjawił się Rocky.
- TAK, DOBRZE USŁYSZAŁEŚ! A TERAZ SIADAJ I JEDZ!
Razem z Rossem zaczęliśmy się cicho śmiać jednocześnie siadając do stołu. Usiadłam koło Vanessy, a on... USIADŁ. KOŁO. MNIE.
Rydel podała każdemu mnóstwo talerzy - jeden głęboki, dwa duże płaskie i dwa małe płaskie oraz pierdyliard miseczek. Ciekawe, na co...
- Więc tak - zaczęła, kładąc garnki na stole. - Tu macie bigos, tu są ziemniaki ("ZIEMNIAKI!" ~Ellington), kotlety schabowe, Mac&Cheese, flaki i pierogi!
- Brzmi trochę, jakby chińszczyzna... - mruknął do mnie Ross.
- Polskie jedzenie - zaśmiałam się.
- Z czym są te pierogi? - zapytała Van, podczas gdy Rocky i Ell odbywali walkę na widelce.
- Niektóre są z mięsem, z truskawkami, z kapustą, z serem białym...
- Biorę! - powiedziała Ness i chwyciła kilka pierogów.
Spojrzałam na "menu" i postanowiłam wziąć trochę bigosu. Sięgnęłam po łyżkę, która była w garnku z bigosem, ale ktoś planował zrobić dokładnie to samo. Jak się okazało, był to Ross...
Nasze dłonie się spotkały. Lekko się zarumieniłam i spojrzałam na niego trochę zawstydzona. On się do mnie uśmiechnął i odsunął rękę, abym jako pierwsza mogła sobie nałożyć.

________________________________________________________________
W KOŃCU SKOŃCZONY :D
Pozdrawiamy z mojego łóżeczka :D Pisząc rozdział, słuchałyśmy sobie pięknych piosenek :3
oki, to tyle, papadgi :3
_
Jagodcza i Natalcza

Cheiczi :D

HEYYEYAAEYAAAEYAEYAA

 


Tu Natalczi i Jagodcza xD
Jak można się domyślić  będzie to blog o Raurze. Kto będzie czytać? :D
No bo ja nie zmuszam, ale no... Jakby Ci się ten blog spodobał, to możesz dodać komentarz. Albo nawet jakby ci się nie spodobał to też możesz dodać komentarza. Albo obserwa, No to dzieki.
NASZE BLOGI:
okioki idziemy pisać rozdziała 8-)